To co dajemy wraca podwójnie. Będę powtarzać to
stwierdzenie, ile tylko się da.
Spotkałam na swojej drodze wiele osób, każda jest inna, do
każdego należy mieć indywidualne podejście. Nie ma ustalonej dla wszystkich
recepty na szczęście.
Historia pewnej zagubionej dziewczyny. Od dłuższego czasu
się jej przyglądałam, niestety tylko biernie. Poczułam w sobie coś, czego nie
potrafię bliżej określić. Być może była to niewidzialna siła, być może moje
podświadome poczucie wartości człowieka i chęć pomagania, w każdym razie coś,
co mówiło mi że mam jej pomóc, że pomimo, iż byłam jej dosyć bliska, ale nie
najbliższa to do mnie należy kwestia poprawy. Bardzo często nie potrafię poradzić
sobie z samą sobą , więcej siły wkładam w innych. Wszystkie wskazówki których
ja osobiście słucham, zbierałam w myślach i starałam się je jak najbardziej
zapamiętać. Gdy stwierdziłam, że to właściwy moment – przejęłam inicjatywę.
Napisałam wszystko, co sądziłam ze taka osoba powinna usłyszeć. Że życie jest
po to by je przeżyć, że nie powinniśmy mieć jednego wielkiego marzenia, ale kilka mniejszych pod nim, by były one ‘przystankami’
na drodze do czegoś większego. Żyć dla innych, oczywiście zarazem dla siebie.
Uśmiech drugiej osoby jest czymś bezcennym. Fakt, iż dzisiejszy świat jest
pozbawiony barw mnie przeraża. Ale my sami go tworzymy. „nie uśmiechnę się, bo
i tak tego nie odwzajemni”. Może ta osoba nie, może następna i jeszcze następna
też nie. Jaka będzie radość, gdy w końcu spotkamy kogoś, kto obdarzy nas
dobrocią i szczerym gestem? Większa, niż
moglibyśmy się tego spodziewać. Nie odmienimy całego świata, ale gdy każdy z
nas uczyni coś dobrego – możemy polepszyć jego jakość. Nie ignorujmy osób,
które nie widzą dobra – oni nie wiedzą ile radości daje niesienie pomocy,
okazywanie uczuć. Udając twardych wiele tracimy.
Pomoc jaką okazałam tej dziewczynie, dałam jak najbardziej
bezinteresownie. Po prostu wiedziałam, że robię to co powinnam. Otrzymałam
jednak coś, czego się całkowicie nie spodziewałam, a mianowicie piękne słowa.. „wiesz
co?” – spytała „kocham Cię”. To było
najpiękniejsze podziękowanie jakie mogłam otrzymać. Warto było dla tych 2 słów
zrobić tyle, ile byłam na chwilę obecną w stanie, choć wiem że to jeszcze nie
koniec. Życzę, żeby każdy z nas otrzymał wynagrodzenie za dobro, jakim się
dzieli. Nie od razu, nie po tygodniu czy nawet po miesiącu, ale karma zawsze
wraca. Zawsze.