wtorek, 3 grudnia 2013

Opowiadanie konkursowe

Pomocna,  przyjacielska, dobra… może aż zbyt dobra by istnieć w tym przesadnie sztucznym, pełnym okrucieństwa i braku empatii świecie? Nigdy większych problemów nie miała. Rodzice dawali jej to, czego chciała. Wszystko na wyciągnięcie ręki, ale nie uważała się w żadnym wypadku za lepszą. Piętnastoletnia Anne była aż do czasu trzeciej klasy gimnazjum szczęśliwą, niewyróżniającą się wśród innych niczym prócz wielkiego serca szczególnie dla zwierząt. Skromność i nieśmiałość, takie cechy przypisywali jej przyjaciele.  Czytanie, pomoc w schronisku, jazda na rowerze wypełniały jej wolny czas. Nie zapominała o nauce, która była dla niej priorytetem.
Zawsze było coś, co Anne nie pasowało. Sama nie wiedziała co to jest.. samotność? Ale przecież tyle przyjaciół dookoła, rodzina, zwierzęta.. nie to na pewno nie to. Wygląd? Nie przywiązywała do tego nigdy większej uwagi. Brak zajęcia? Kocha zwierzęta,  nigdy się nudzi.. a może to brak akceptacji? Rówieśnicy zawsze ją akceptowali taką, jaka była. Nie różniła się zachowaniem ani wyglądem od przeciętnej uczennicy gimnazjum, więc dlaczego miałaby być nieakceptowana? A jednak, akceptacja nie zależy tylko od innych, najważniejsze, by otrzymywać ją od siebie. Właśnie tego w życiu Anne brakowało. Nie potrafiła zaakceptować samej siebie. Przeszkadzały jej najmniejsze detale. Puszące się włosy, kolor oczów który od dzieciństwa chciała mieć inny, wzrost do którego dodałaby dziesięć centymetrów.. no i tusza. Nigdy do grubych osób nie należała, ale nie mogła nazwać siebie chudziną. Zdarzało jej się usłyszeć, że ma okrąglutką twarz czy szerokie bioderka, ale przecież to zalety. W jej domu często powtarzano, że trzeba mieć dobrą figurę, na grubasów patrzono z pogardą. Mama mówiła jej w dzieciństwie, że tego jej nie kupi, tamtego nie ugotuje bo jeszcze przytyje. Tata lubił żartować, że jest jego tłuścioszkiem. Kto by się tym przejmował?
By polepszyć jakość swojego życia z czasem zmieniła fryzurę, założyła aparat na zęby, wzrostem przestała się przejmować, ale nie potrafiła zaakceptować swojej wagi i figury. Wcześniej nie spodziewałaby się, co przyniosą najbliższe miesiące..
Po dłuższych rozmyślaniach i staraniu się polubienia własnego ciała namówiła mamę na wizytę w poradni dietetycznej. Chodziło o zaledwie kilka kilogramów, na które tak naprawdę nikt nie zwracał uwagi z wyjątkiem jej samej. Z gabinetu wyszła z wielkim uśmiechem na twarzy, pełna nadziei na najbliższe cztery tygodnie, bo właśnie tyle miała trwać dieta. Wizje i plany, które snuła jako nagrody za wytrwałość w postanowieniu, basen, zakupy… każdy kolejny utracony kilogram to powód do radości!
Kilogramy spadały. Powoli, lecz dla Anne nie było to problemem. Gdy wreszcie osiągnęła wymarzoną wagę, cieszyła się ze swojego sukcesu. Stwierdziła, że to koniec z dietą i żyła jak dawniej, nieświadoma tego, że życie podczas diety zmienia się bezpowrotnie. Znała podstawowe składniki znajdujące się w jedzeniu, sprawdzała tabele kaloryczności niektórych produktów… wszystko z rozsądkiem i umiarem.
Waga poszła w kąt, życie wiodła jak wcześniej. Poza jej ciałem nic się nie zmieniło.
Sposoby na wypełnienie smutku są różne – jedni słuchają muzyki, drudzy idą na długi spacer, inni zaś szukają pocieszenia. Tak naprawdę Anne problemów nigdy nie miała, więc gdy odszedł jej najbliższy przyjaciel z którym spędziła większość życia, nie wiedziała co robić. Nic nie pomagało. Przyjaciele, muzyka.. nic nie było w stanie wypełnić pustki po stracie kogoś bliskiego… tak mogło się wydawać. ‘A może coś zjem? Czekolada ponoć poprawia humor..’ – pomyślała pewnego dnia. Niektóre osoby z nerwów nie potrafią nic przełknąć, ale Anne nie należała raczej do tego grona. Nauczyła się zajadać smutek i uczucia. Pomimo, że ból po stracie przyjaciela był już o wiele mniejszy i coraz rzadziej o tym myślała, jedzenie ‘pomagało’ jej w każdym problemie. Kłótnia z rodzicami czy zła ocena – ciasto zawsze poprawi nastrój!
 Coraz rzadziej widziano ją w schronisku dla bezdomnych zwierząt. Wolała zostać w domu i jeść, niż wyjść z przyjaciółmi do kina. Zamiast iść jak wcześniej na rower – szła do sklepu po słodycze.  Wstydziła się tego.  Uważała, ze jedzenie to bardzo krępująca rzecz. Kilogramy przybywały, a ona na nic nie zważała – po prostu jadła. Wiedziała, że kiedyś wróci do diety, więc teraz musi  „najeść się na zapas”. Doskonale zdawała sobie sprawę, z tego że nie ma ani odrobiny logiki w tym jak postępuje, ale jedzenie sprawiało jej przyjemność i ulgę.
Gdy pewnego dnia stanęła przed lustrem, nie widziała siebie sprzed kilku tygodni czy nawet miesięcy. Dopiero wtedy zauważyła, jak przez swoje zajadanie uczuć zmieniło się jej szczupłe ciało. Brzuch, uda, twarz, każdy cal jej ciała. Wszystko ‘porosło’ tłuszczem. Przejrzała na oczy. Dostrzegła siebie z perspektywy innego człowieka.
Postanowiła, że to się zmieni. Schudnie, schudnie jak wcześniej, a za karę jeszcze więcej. Nie potrzebuje porad dietetyka – sama wie lepiej czego jej potrzeba. Nie potrzebuje odpowiedniej motywacji – znajduje ją gdy tylko spogląda w lustro. Nie potrzebuje nikogo – sama ma w swojej duszy wszystko, czego wymaga. Samotnym nie jest się wtedy, gdy nie ma nikogo – nawet gdy myślimy że mamy przyjaciół możemy odczuwać nie cielesny, lecz duchowy brak obecności innych.  Żyjąc samemu możemy zaznać więcej szczęścia, niż wśród innych. Do funkcjonowania nie jest nam potrzebny nikt inny jak my sami. Do życia – już tak. To właśnie było główną myślą Anne – chciała po prostu funkcjonować. Sama osiągnie cel, a później wróci do przyjaciół – chuda i piękna, taka jaką sobie siebie wyobraża.
Nie chciała nikogo – jako argument używała tego, że jej ciało jest tak duże jak dwie osoby.
Jedzenie stało się problemem. Nigdzie nie wychodziła ze znajomymi, bo chodzili oni zazwyczaj do pizzerni bądź kawiarni. Nie lubiła chodzić na spacery, bo ćwiczy w domu tyle, że nie ma siły na  najprostsze czynności. W lustro spoglądała bardzo niechętnie, za każdym razem ze łzami w oczach widząc jak dużo musi zrzucić. Śniadanie jadła przy rodzicach, obiad również, a w czasie kolacji nie była głodna. Tyle jej wystarczało. Pokochała głód. Był to jej najlepszy przyjaciel. Nie opuszczał jej nigdy, a przecież świadomość, że coś nas nigdy nie opuści jest bezcenna. Zaufała mu. Wiedziała, że gdy jest głodna – chudnie. W momentach, gdy nie miała już siły, przypominała sobie jak inni mówili jej, że ma okrągłą twarz i jest pulchniutka. Płakała. Dlaczego wcześniej tego nie zauważała? Dlaczego gdy kierowane były w jej stronę te słowa, nadal jadła? Przecież inni na wszystkie sposoby chcieli jej swoimi komentarzami uświadomić, jak bardzo jest beznadziejna..
Kilogramy spadały  w dół, jakby waga specjalnie je odejmowała. Pomimo, że było ich o wiele mniej niż na początku, Anne nadal nie widziała spoglądając w lustro, że chudnie. Rodzice powtarzali jej nieustannie, jak wspaniale teraz wygląda, pomimo że była okropnie blada i wychudzona. Przyjaciele odzywali się coraz rzadziej,  praktycznie o niej zapomnieli.. a może to ona o nich zapomniała? Diety i ćwiczenia zastąpiły jej najbliższych. Nie zależało jej na pomocy, jaką mogła okazywać zwierzętom i jaką do tej pory okazywała.
Blada skóra, anemia, wypadające włosy. Strach przed jedzeniem. Gdy ktoś mówił, że ma z nim zjeść,  bądź poczęstować się czymś – zamiast podziękować, płakała sama nie wiedząc czemu. Mamie mówiła, że zjadła na mieście, że źle się czuje, że je dużo, ale po prostu nie przy niej. Przy szybkich ruchach w jej oczach zapadała ciemność, a serce biło szybciej. Wejście do domu po kilku schodach sprawiało, że musiała się nieustannie zatrzymywać, żeby złapać oddech.
Nadal nie widziała, jak ubywa jej ciała i duszy. Znikała z tego świata. Nie miała siły by wychodzić z domu, a rozmowy zawsze kończyły się na przykrych uwagach innych, którzy powtarzali, że wygląda jakby jej ktoś zabronił jeść . Stałe kłótnie wykańczały ją jeszcze bardziej. Straciła zaufanie i kontakt matki. Nie była już tą samą, szczęśliwą i zawsze uśmiechniętą dziewczyną. Niektórzy za plecami szeptali, inni śmiali się w twarz z tego co robiła, mówili że ktoś jej ukradł lodówkę, albo że nie stać jej na jedzenie. Zamknięta w sobie nie chciała żadnej pomocy. Dla siebie była taka jak dnia, którego stwierdziła, że musi schudnąć.
Mimo, że nie miała kompletnie sił by żyć, nadal ćwiczyła. Odpływała wtedy do innego, własnego świata. Zakwasy, ból mięśni – kolejne objawy, które potwierdzały iż chudnie. Pewnego dnia gdy poszła biegać – nie wróciła już o własnych siłach. Zemdlała w połowie dystansu, który był wręcz nierealny dla nastolatki. Pogotowie odwiozło ją wycieńczoną na oddział intensywnej terapii. ‘Anoreksja, wychudzenie, wyniszczenie’ – co dzień słyszała te słowa.. ale dlaczego oni tak mówili, skoro ona nadal widziała w lustrze osobę porośniętą tłuszczem?
Po wyjściu ze szpitala wszystko potoczyło się bardzo szybko. Została skierowana do psychiatry, a następnie do szpitala psychiatrycznego. Tam uświadomili jej, jak źle robi. Nie mogła jeść ile chce – czyli prawie nic. Gdy nie chciała jakiegoś posiłku – otrzymywała go przez rurkę odprowadzającą pokarm do żołądka przez nos. Stosowała różne metody oszukiwania – zdrapywała paznokciami masło z chleba, wmawiała lekarzom, że jest uczulona na większość pokarmów. Gdy waga pokazywała, że tyje – poddała się. Stwierdziła, że tutaj nie da rady schudnąć, a jedząc będzie miała spokój. Nie wygrała, ale uległa.
Psychiatrzy bardzo się starali. Leczyli, ale zarazem wspierali jak przyjaciele. Mimo wielu potyczek i upadków mogła liczyć na pocieczenie. Gdy nadszedł dzień wypisu, Anne z wagą dość niską, ale w normie, bladym uśmiechem na twarzy i łzami w oczach opuszczała szpital psychiatryczny. Poznała tam wiele wspaniałych osób, które zrobiły dla niej więcej niż przyjaciele i rodzina. To właśnie od osób obcych możemy dostać najwięcej. Od bliskich spodziewamy się cudów, dlatego ich nie otrzymujemy. Od dalszych osób nie spodziewamy się niczego, dlatego gdy zrobią dla nas cokolwiek jesteśmy wdzięczni. Przecież nie muszą, mogliby do sprawy podejść całkiem inaczej.. a jednak tak nie jest.
Gdy spotkała się pierwszy raz z przyjaciółmi,  nie mogli uwierzyć w to co widzą. Nie była już tym wychudzonym patykiem, którego widzieli jeszcze kilka tygodni temu. Odeszła z życia. Istniała, nie żyła. Zapewniała, że teraz jest silniejsza niż wszyscy oni razem wzięci. Jej psychika nigdy nie będzie w porządku. Dieta uszkodziła jej nie tylko organizm ale i duszę. Gdy oglądała zdjęcia, łapała się za głowę. Nie rozumiała, jak mogła wtedy nie widzieć, jak bardzo jest chuda. Odchudzanie to największy błąd, jaki mogła w życiu popełnić. Przez tyle tygodni nie docierało to do niej.
Starała się, robiła wszystko co w jej mocy. Pomimo, że w sercu była bardzo silna, jej ciało przypominało  wrak człowieka. Bywały dni, że jadła bardzo mało, ale przypominała sobie straszne chwile ze szpitala i twierdziła, że nie chce tam już nigdy wrócić. Wszystko trwało zbyt długo, wystawiła swój organizm na ogromną próbę. Tak musiało się stać, tak miało być. Gdy poszła pewnego zimowego poranka do szkoły na pierwszą lekcję, jaką było wychowanie fizyczne nie było jej dane wrócić tego dnia do domu. Stężenie glukozy we krwi spadło tak nisko, że mózg przestał pracować. Wygłodzenie uszkodziło jej każdy organ. Każda cząstka jej ciała, duszy, każda cząstka która do niej należała przestała pracować. Cierpiała. Cierpiała więcej niż niejedna osoba chorująca miesiącami. Psychicznie przeszła piekło.
… a na jej grobie wygrawerowany napis „w imię perfekcji” …
Rodzice po śmierci wspierali kampanie dotyczące anorektyczek i bulimiczek. Te dwie choroby dotykają wielu nastolatek. Mało kto zdaje sobie z tego sprawę. Kiedyś śmierć dziewczyny, która odeszła z powodu zaburzeń odżywiania była nagłaśniana na skalę krajową. Teraz jest to normalność. Większości z przypadków nie da się wykryć we wczesnym stadium choroby. Szczególny problem jest z bulimiczkami, które bardzo często mają nadwagę, więc ich wygląd na nic nie wskazuje. Nie trzeba być wychudzonym, by mieć kłopoty z jedzeniem. Nie trzeba o tym mówić, by w głębi duszy cierpieć. Nikt nie musi nic wiedzieć – dopóki my sami tego nie dostrzeżemy.

piątek, 15 listopada 2013

Krótka prawda :)

To co dajemy wraca podwójnie. Będę powtarzać to stwierdzenie, ile tylko się da.
Spotkałam na swojej drodze wiele osób, każda jest inna, do każdego należy mieć indywidualne podejście. Nie ma ustalonej dla wszystkich recepty na szczęście.
Historia pewnej zagubionej dziewczyny. Od dłuższego czasu się jej przyglądałam, niestety tylko biernie. Poczułam w sobie coś, czego nie potrafię bliżej określić. Być może była to niewidzialna siła, być może moje podświadome poczucie wartości człowieka i chęć pomagania, w każdym razie coś, co mówiło mi że mam jej pomóc, że pomimo, iż byłam jej dosyć bliska, ale nie najbliższa to do mnie należy kwestia poprawy. Bardzo często nie potrafię poradzić sobie z samą sobą , więcej siły wkładam w innych. Wszystkie wskazówki których ja osobiście słucham, zbierałam w myślach i starałam się je jak najbardziej zapamiętać. Gdy stwierdziłam, że to właściwy moment – przejęłam inicjatywę. Napisałam wszystko, co sądziłam ze taka osoba powinna usłyszeć. Że życie jest po to by je przeżyć, że nie powinniśmy mieć jednego wielkiego marzenia,  ale kilka mniejszych pod nim, by były one ‘przystankami’ na drodze do czegoś większego. Żyć dla innych, oczywiście zarazem dla siebie. Uśmiech drugiej osoby jest czymś bezcennym. Fakt, iż dzisiejszy świat jest pozbawiony barw mnie przeraża. Ale my sami go tworzymy. „nie uśmiechnę się, bo i tak tego nie odwzajemni”. Może ta osoba nie, może następna i jeszcze następna też nie. Jaka będzie radość, gdy w końcu spotkamy kogoś, kto obdarzy nas dobrocią i szczerym gestem?  Większa, niż moglibyśmy się tego spodziewać. Nie odmienimy całego świata, ale gdy każdy z nas uczyni coś dobrego – możemy polepszyć jego jakość. Nie ignorujmy osób, które nie widzą dobra – oni nie wiedzą ile radości daje niesienie pomocy, okazywanie uczuć. Udając twardych wiele tracimy.

Pomoc jaką okazałam tej dziewczynie, dałam jak najbardziej bezinteresownie. Po prostu wiedziałam, że robię to co powinnam. Otrzymałam jednak coś, czego się całkowicie nie spodziewałam, a mianowicie piękne słowa.. „wiesz co?” – spytała „kocham Cię”.  To było najpiękniejsze podziękowanie jakie mogłam otrzymać. Warto było dla tych 2 słów zrobić tyle, ile byłam na chwilę obecną w stanie, choć wiem że to jeszcze nie koniec. Życzę, żeby każdy z nas otrzymał wynagrodzenie za dobro, jakim się dzieli. Nie od razu, nie po tygodniu czy nawet po miesiącu, ale karma zawsze wraca. Zawsze. 

sobota, 26 października 2013

Na początku było tak:


Później trochę schudłam z twarzy:
I jeszcze trochę: 
i ostatecznie tak:...

Po tylu miesiącach, odważyłam się opublikować te zdjęcia, bo przecież kiedyś właśnie po to je robiłam. Przytyłam sporo i jest chyba o wiele lepiej. Wstyd mi za samą siebie, za moje zachowanie, za zniszczenie sobie życia. Już nigdy więcej. Obiecuję. Nadal walczę. Przez ten cały czas.




niedziela, 25 sierpnia 2013

Przekąski :)))

Bez tego się nie obejdzie, praktycznie każdemu na diecie brakuje jakiś przekąsek. Jedni sobie z tym radzą na krótszą lub na dłuższą metę, inni natomiast nie potrafią bez nich żyć. Dla tych drugich, ale również i pierwszych jest rozwiązanie, a nawet kilka. Jedno z nich przedstawię poniżej :)
Smakują jak prawdziwe chipsy, wg mnie są nawet smaczniejsze. Do tego zdrowsze. Zawierają aż 75% mniej tłuszczu niż zwykłe, te popularne, niezdrowe chipsy. 
Mają dość specyficzny wygląd, przypominają małe wafle ryżowe, jednak smakiem nie są kompletnie do nich podobne. 
Całe opakowanie to 60g. Cała paczka zawiera więc zaledwie 244 kcal !!!!! Są bardzo sycące więc trudno zjeść je całe, aczkolwiek nawet w takim przypadku nasza dieta nie ucierpi. Nie zawierają oleju, jedyny tłuszcz jaki w sobie mają to oliwa z oliwek. 
Na zdjęciu 1/2 całej zawartości, są lekkie więc 60g w tym przypadku to dużo. Mają bardzo intensywny smak, zaspakajają nasze zachcianki na paluszki, chipsy itp. 
Z całego serca polecam, są moim ulubieńcem :)

środa, 14 sierpnia 2013

Moje propozycje posiłków - part 1.

Propozycja drugiego śniadania - arbuz, maliny, 2 łyżki kefiru, łyżka otrębów pszennych. Całość - ok 100 kcal w zależności od proporcji. 
Arbuz - 92% to woda dlatego łatwo się nim "napchać". Zdecydowanie bardziej poczujemy nasycenie gdy zjemy arbuza, niż gdy zastąpimy go batonem. Dodatkowo posiada on błonnik pokarmowy. Zawiera niezbędne witaminy, m.in A, C, kwas foliowy. Oczyszcza organizm z toksyn co sprzyja chudnięciu.
Maliny podobnie jak arbuz zawierają witaminę C i kwas foliowy. Mają także działanie rozkurczowe, co jet przydatne podczas bólu brzucha :)
OTRĘBY :) O nich można pisać godzinami, o ich zdrowotnych właściwościach. Można je dodać do wszystkiego. Zamiast bułki tartej, jako panierkę do kotletów, jako dodatek do ciasta do naleśników, do mięsa mielonego, do pieczywa, do płatków... do dosłownie wszystkiego. Ich zaletą jest to, że pęcznieją w żołądku przez co mamy dłuższe uczucie nasycenia. Kwestia zdrowotna to poczytanie w wikipedii - właściwości zapobiegające nowotworom, wspomagają procesy trawienne etc :)
Kefir - lekko gazowany napój mleczny, nie czuć że ma w sobie gaz ale odkręcając butelkę można usłyszeć jak "syczy". Zawiera magnez i wapń, jest świetną przekąską która także zaspakaja głód na dłużej a zawiera zaledwie 50 kcal w 100ml. 



Propozycja śniadania/drugiego śniadania - ugotowane na wodzie płatki owsiane, zalane activią :)
Płatki owsiane są świetnym doładowaniem z rana. Dają energię nie tylko na cały poranek, ale na cały dzień. Tak jak otręby - są baaardzo zdrowe. Poprawiają koncentrację ( wit. B6 i magnez), pamięć i przyswajanie wiedzy. Dzięki witaminie B1 wpływają na naszą koordynację ruchową. Owies zawiera też substancje działające antydepresyjnie dlatego wpływa na nasze samopoczucie! Jest to źródło błonnika - co więcej beta-glukanu. Zawiera tłuszcze, które nie wchłaniają się do tkanki tłuszczowej, ale uzupełniają braki witamin w organiźmie. Warto dodać, że chroni też przed nowotworami :)
ACTIVIA - słodycz, na którą można sobie pozwolić :)
Nie wszystkie smaki, ale w ich większości w składzie avtivii nie ma syropu glukozowo-fruktozowego. Zawierają cukier, ale jak wiadomo na diecie jest on potrzebny. Zastępuje nasze zapotrzebowanie, które często zaspakajamy niewłaściwymi słodyczami. Słodkie jogurty są na diecie jak najbardziej wskazane - w odpiwiednich ilościach :)


Obiad :D
Fasolka, ziemniak i kurczak - wszystko z pary.
ZIEMNIAKI NIE SĄ TUCZĄCE. W 75% składają się z wody, kaloryczność dodają im sosy którymi je polewamy. Są źródłem witaminy C, znajduje się zaraz pod skórką więc najlepiej jeść je w mundurkach. Złota zasada: "mniej sosów, więcej przypraw" jest tutaj jak najbardziej na miejscu. Dodając odpowiednie przyprawy, chili itd możemy z ziemniaka na parze zrobić chipsy - w smaku takie same, a o ile zdrowsze, mniej kaloryczne od tych zwykłych. Ziemniaki zapychają głód na bardzo długo dlatego powinny znaleźć się w naszym jadłospisie - oczywiście w odpowiednich ilościach.
Fasolka - źródło błonnika oraz witamin K, C. Jest warzywem, więc można jeść jej dużo. Doskonale nadaje się na uzupełnienie obiadu, powoduje uczucie sytości.
Śniadanie.
Grahamka, łyżka serka almette, plaster szynki z indyka, kilka klastrów pomidora i łyżka pestek dyni. 


piątek, 2 sierpnia 2013

Dlaczego racjonalne żywienie i ćwiczenia są bardziej korzystne niż odchudzanie ?

Na początek krótka informacja - kilogram mięśni spala 12 kcal na godzinę, kilogram tłuszczu/ciała spala zaledwie 4 kcal na godzinę. Jeżeli osoba mająca większy procent mięśni od osoby która ich nie ma zje 3 razy więcej - wyjdzie na to samo, bo zostanie wszystko spalone. Ćwicząc możemy zjeść o wiele więcej niż będąc na diecie - niekoniecznie słodycze, fast foody itp, ale po prostu - WIĘCEJ :) Wiąże się to z wyższą odpornością, mniejszą podatnością na wiele chorób, gospodarka hormonalna pracuje cały czas tak samo, lepsze myślenie, koncentracja, zapamiętywanie. O ogólnym zdrowiu chyba nawet nie trzeba wspominać, powiększamy pojemność płuc, dotleniamy mózg, rozwijamy każdy centymetr naszego ciała.
SAMOPOCZUCIE :)
Podczas wysiłku fizycznego wytwarzają się w naszym organizmie ENDORFINY. Są to hormony szczęścia mające na celu złagodzenie "bólu" podczas wysiłku. Po kilku seriach dostarczonych endorfin wpływają one bardzo pozytywnie na nasze myślenie. Czujemy częściej szczęście, dobro i ciepło od innych ludzi. Są one bardzo zadziwiające, sprawiają że otwieramy się na innych i myślimy bardzo optymistycznie. Od endorfin można się uzależnić - oczywiście pozytywnie. Już po kilku treningach łatwo jest wyczuć, że nie robimy tego z przymusu, ale z przyjemności. Bo sztuką jest kochać to co się robi, a nie robić tego "bo muszę". Pierwsze treningi mogą być katorgą czasami nawet nie do zniesienia, ale już po pewnym czasie pojawia się taki moment gdzie chcemy więcej, czekamy cały dzień będąc w szkole, robiąc cokolwiek, po prostu - chcemy już ćwiczyć. Jest to jedno z najpiękniejszych uzależnień, daje efekty wizualne, zdrowie, lepsze samopoczucie, inne spojrzenie na świat. Endorfiny można porównać do tabletek poprawiających samopoczucie. Zmęczenie, ból, pot, odciski, wyczerpanie.. żeby za kilka minut poczuć szczęście. Przypływa tak nagle i daje niesamowite uczucie.
Fitness lifestyle to nie moment, to nie miesiąc czy dwa. Jeżeli raz się poczuje - nawet przy wymarzonym wyglądzie zostaje się przy takim stylu życia. Świadomość, że robimy dobrze dla siebie, organizmu, otoczenia jest najpiękniejsza. To wszystko składa się na szczęście i bezwarunkowy uśmiech po treningu.
NIEWAŻNE CZY TO SIŁOWNIA, FITNESS, CARDIO, BIEGANIE, WAŻNE ŻE SPRAWIA PRZYJEMNOŚĆ I DAJE RADOŚĆ. POD KAŻDYM WZGLĘDEM :)

W odpowiedzi na pytanie :)

Mogłabyś napisać na blogu swój przykładowy bilans: posiłki i ćwiczenia, co robisz na siłowni, linki na yt z ćwiczeniami +coś od siebie ? :)
Zacznijmy od diety :)
Nie jest ona idealna, jest w niej za mało jedzenia i brakuje niektórych składników odżywczych. Bierze to się z mojego obrzydzenia do tłuszczu, którego nie mogę przemóc. Tłuszcze przyspieszają spalanie tkanki tłuszczowej, ponieważ gdy organizm czuje, że dostał trochę tłuszczu- oddaje swój zbędny. Nie chodzi tutaj o wielkie ilości, ale o łyżkę oleju jakieś 5 razy w tygodniu. Tłuszcz jest potrzebny w diecie, odpowiada za budowę komórek, wspomaga wytwarzanie hormonów płciowych, bez niego nie przyswajają się witaminy takie jak A(odpowiada za naszą skórę, wygląd, wzrok), D(buduje kości, zęby), E(pomaga zachować urodę), K(nieprzyswajana może powodować złą krzepliwość krwi, łatwiej powstają krwotoki wewnętrzne i zewnętrzne, trudniej goją się rany, zwiększone ryzyko nowotworów) To wszystko grozi nam nie tylko wtedy gdy tych witamin nie dostarczymy, ale również gdy nie będziemy z nimi dostarczać tłuszczy. Wystarczy oliwa z oliwek, jakikolwiek tłuszcz najlepiej roślinny,a wbrew logice – w odpowiedniej ilości przyspieszy tylko odchudzanie i da dłuższe uczucie nasycenia.
Jeżeli chodzi o słodycze – NIE WOLNO eliminować ich całkowicie. Organizm codziennie potrzebuje cukru, ale tabliczka czekolady to za dużo. Do tego, wyrzucając je całkowicie z diety – z każdym dniem będziemy mieli na nie większą ochotę, co więcej można czuć zmęczenie albo popaść w hipoglikemię (co jest już poważnym zagrożeniem życia w przeciągu kilku minut). Na hipoglikemię (spadek cukru poniżej 55) są narażone szczególnie osoby które jadły słodycze bądź węglowodany w normalnych/zwiększonych ilościach a nagle je odstawią. Ja sama kilka razy poczułam że jest mi słabo, cała się trzęsę, a było to skutkiem spadku stężenia glukozy we krwi. NA DIECIE CUKRY W ODPOWIEDNICH ILOŚCIACH SĄ NIEZBĘDNE! Ja dostarczam ich sobie w postaci activi, która ma całkiem niezły z dietetycznego punktu widzenia skład. Niektóre jej smaki jednak są wyjątkami – w sklepie lepiej sprawdzić czy nie ma syropu glukozowego bo to gorsze niż cukier, i wcale nie zaspakaja naszego zapotrzebowania.
Jak wiadomo, jestem w trakcie leczenia bulimii. Ma ona nawroty, ale już nie takie silne jak kiedyś. Czasami zdarzy mi się zjeść więcej, ale jest to już nie 5000 kcal, ale na granicy 300-500. Mój organizm nie chce chudnąć, obawia się, że może nastąpić głodowanie i gromadzi tłuszcze na wszelki wypadek. Dla mnie odchudzanie jest 3 razy trudniejsze, dlatego w jadłospisie brakuje wielu rzeczy i z pewnością jest on zbyt ubogi.
Śniadanie:
-grahamka z pomidorem (całym, ponieważ świetnie zapycha głód), bez smarowania (zamiast niego łyżeczka serka almette), plaster szynki z indyka
lub
-2 kromki chleba razowego/żytnio razowego/graham
lub
-płatki owsiane gotowane na wodzie (3-5 łyżek), zamiast mleka dolewam do nich activię
drugie śniadanie:
-jogurt naturalny, dosypuję do niego płatki owsiane lub otręby
-owoce
lub
-jeżeli na 1 śniadanie nie pojawiła się activia, jem zamiast jogurtu naturalnego na drugie. Występuje tylko raz dziennie.
obiad:
-100 g filet z kurczaka na parze + warzywa
lub
-100 g filet z indyka na parze + warzywa
lub
-100g filet z mintaja na parze + warzywa
lub
-mięso wołowe, również niezbędne, szczególnie u osób które są narażone na anemię
Tutaj właśnie popełniam ten błąd, że jem zawsze z pary. Ten sam filet można podsmażyć na łyżce oliwy z oliwek bądź na oleju roślinnym – tłuszcze dostarczone, odchudzanie przyspieszone.
Warzywa – dowolne. Zazwyczaj jest to fasolka, pieczarki, papryka, ziemniak albo mrożona mieszanka kupiona gotowa w sklepie.
Warto do warzyw dodać trochę soli, zwłaszcza jeżeli jesteśmy osobami aktywnymi fizycznie. Jest potrzebna w diecie tak samo jak i cukry czy tłuszcze. To nieprawda, że powinno się ją całkiem odstawić. Jednym z pierwszych składników, który wydalamy z potem jest sól a jej niedobory są bardzo poważne w konsekwencjach. Warto kupić sól dietetyczną (o obniżonej zawartości sodu). Ja takiej używam, smak ten sam a o wiele zdrowsza :)
podwieczorek:
-gerberek/ HIPP/ bobovita – deserki dla niemowląt – lepsze niż jogurt, nie zawierają cukrów ani barwników, są smaczne i zdrowe. (nie polecam obiadków, tylko deserki :) ) Również trzeba patrzeć na skład, najlepiej jeżeli są w nim same owoce, witamina C, kwas cytrynowy i woda. Wczoraj natknęłam się na HIPP z dodatkiem syropu glukozowego..
kolacja:
rzadko kiedy chleb, zazwyczaj gdy chcę ćwiczyć. Jogurt naturalny z otrębami, lub ogórki, pomidory. Po prostu – na kolację lekko.
ĆWICZENIA ;) :
Codziennie z rana PO ŚNIADANIU, nigdy nie na czczo, bądź nawet po drugim śniadaniu biorę się z intensywny trening. Wsiadam na rower i jadę na siłownię w parku 3 maja, bądź przy ulicy Wodnej. KAŻDY trening siłowy powinien być poprzedzony treningiem cardio. Do cardio można zaliczyć bieganie, rower, ogólną rozgrzewkę ale nie rozciągającą, a wprawiającą nasze ciało w ruch tak, aby serce zaczęło jak najlepiej pracować przygotowując je do wysiłku. Do tego trening cardio jest najlepszym sposobem na spalenie zbędnych kalorii. (przykładowe cardio, 04:27 – 07:24 http://www.youtube.com/watch?v=G2mr7bowpxw). Na siłowni ćwiczę na ręce, brzuch i nogi. Sama droga rowerem sprawia, że ten „trening” cardio jest już zaliczony i mogę od razu przejść do ćwiczeń siłowych. Jezeli chodzi o silownię typu factory, czyli bardziej klub fitness to również na rozgrzewkę bieg na bieżni, później ćwiczenia silowe, znów bieżnia, siłowe i rower stacjonarny. Pogoda nie zawsze wypali, albo po prostu mam humor poćwiczyć z Ewą Chodakowską. Ona zawsze przyczynia się do zwiększonej motywacji. Ale jest tutaj jedna zasada – aby ćwiczyć jej treningi TRZEBA JEŚĆ i to niemało. Zbyt ograniczona ilość jedzenia i trening Ewy spowoduje spalanie mięśni, a nie tłuszczu. Z resztą tak jest ćwicząc cokolwiek. Spalamy mięśnie, wydalamy wodę a dopiero na końcu co moze potrwać bardzo długo czasem nawet w przypadku anoreksji się nie zdarza – spala się tłuszcz. Jeżeli zjemy odpowiedni posiłek, organizm uruchomi metabolizm (przemianę materii) i będzie wiedział że ćwiczenia mają spalać to co zjedliśmy – tkankę tłuszczową. Ja korzystam z 3 treningów Ewy – killer, turbo, skalpel. Czasami włączam też 5 treningów 6 minutowych, poprzedzam je 3 minutowym treningiem cardio i po 3 rundzie znów robię cardio. Killer i turbo są treningami interwałowymi, czyli o zmiennym tempie co spala maksymalną ilość kalorii. Ich tempo jest bardzo szybkie i raczej dla osób które ćwiczą już od dłuższego czasu. Trening trwa 45 min – bez ani sekundowej przerwy. Nie ma co przeceniać swoich możliwości – moja mama wysiadła po ok 5 minutach. Lepiej dłużej, a mniej intensywnie bo tkanka tłuszczowa zaczyna się spalać dopiero po 30 minutach wysiłku. Na początek polecam skalpel – jest on typowo na mięśnie, kształtowanie sylwetki i napięcie skóry (m.in cellulit). Ma spokojne tempo, ja określam go treningiem „rozcigającym”. Zrezygnowałam z niego jakiś czas temu, ale na początek jest dobrym rozwiązaniem. Wg Ewy killer i turbo spalają 600 kcal, skalpel – 400. Do tego trzeba doliczyć że nic nie robiąc spalamy dziennie 1300 kcal – po prostu oddychając, nawet leżąc. Staraj się zawsze doliczyć do tego dziennego 1300 kcal trening ( np 1300 + skalpel = 1700) i zjadać mniej więcej taką ilość kalorii. Oczywiście wszystko zależy od PPM – podstawowej przemiany materii. (wzór dostępny: http://www.we-dwoje.pl/ile;kalorii;spalam;w;ciagu;doby,artykul,4443.html). Wg dietetyków wystarczy od dziennego PPM odjąć 500 kcal, aby schudnąć. Oczywiście doliczając ćwiczenia.
Treningi: (w kolejności od najbardziej intensywnego)
-turbo: http://www.youtube.com/watch?v=cGoSK5oVocU (spala 600 kcal)
-killer: http://www.youtube.com/watch?v=G2mr7bowpxw (prawie tak samo zaawansowany jak turbo, wg niektórych osób nawet bardziej,spala również 600 kcal)
-skalpel http://www.youtube.com/watch?v=Qt5mCTVc1wk (lekki i przyjemny, spala 400 kcal).
Moja rada: pierwszy tydzień robić skalpel przynajmniej 3 razy w tygodniu, później jeżeli czujemy się na siłach można przejść do killera/turbo. Co do ćwiczeń – Ewa wyjaśnia na początku każdego filmiku. Tylko killer i turbo są poprzedzone treningiem cardio, więc jeżeli decydujemy się na dłuższe ćwiczenie skalpela warto pomyśleć o dodatkowym bieganiu czy jeździe na rowerze. WSZYSTKIE TRENINGI OPRÓCZ EFEKTÓW WIZUALNYCH WPŁYWAJĄ NA PSYCHIKĘ, PODNOSZĄ HORMON SZCZĘŚCIA POPRZEZ ENDORFINY I POPRAWIAJĄ SAMOPOCZUCIE – sprawdziłam to na sobie :)
Mam również książkę Ewy i jej partnera Lefteris’a Kavoukis’a – 30 dni, na każdy dzień trening, jadłospis i motywacja. Nie korzystam z niej, ponieważ sama układam sobie jadłospisy i treningi, ale gdy książka wyszła w kwietniu – do teraz 100% osób na facebooku potwierdza jej skuteczność.
Ćwiczę codziennie rano, ale np wczoraj miałam ochotę na więcej, więc na śniadanie killer, na kolację turbo. Oczywiście poprzedzając oba treningi pełnowartościowym posiłkiem. Dodatkowo ćwiczę 8 min abs (http://www.youtube.com/watch?v=W-9L0J_9qag) jest trudny, ale świetny, również polecam.
Od siebie mogę również dodać, że chudnę teraz więcej niż na głodówkach. Nie jestem śpiąca, wszystko mnie cieszy, czerpię radość z życia. Dodatkowo przyjmuję magnez z witaminą B6 w postaci tabletek „Chela-Mag B6″. Bez witaminy B6 nasze odchudzanie będzie nieskuteczne, a nawet waga nie ruszy się kompletnie. Jest to bardzo dobry suplement diety, magnez poprawia kondycję, myślenie, wpływa na dobre samopoczucie. Nie polecam żadnych leków odchudzających itd – sami damy radę bez sztucznych wspomagaczy. :)